Blog > Komentarze do wpisu

Wiera Gran - piękna i tragiczna.

„Ja nie chcę, żeby ludzie sobie pomyśleli, że jestem wyniosła” - W.G.
 
en_00944111_0007_1349690030
 
 
Niezwykły głos i niezwykle dramatyczny, wspaniały, pełen ekspresji sposób śpiewania. Najpopularniejsza pieśniarka przedwojennej Warszawy. Sama Nina Andrycz przychodziła na występy Gran, żeby się powzruszać. W czasie okupacji śpiewała w gettcie warszawskim. Po wojnie oskarżona o kolaboracje z Gestapo. Oczyszczona z zarzutów w Polsce. Procesowała się o rehabilitację wizerunku w Izraelu. Występowała we Francji, Szwecji, Kanadzie, Belgii, USA, itd. To była ta jej tułaczka po świecie. Osiadła na stałe w Paryżu, gdzie mieszkała do końca życia.
 
Tragiczny i dramatyczny życiorys Wiery Gran.
 
Bo gdy życie coś potarga, nie pomoże żadna skarga, nie pomoże nikt i nic” – śpiewała WIERA GRAN.
 
W pięćdziesiątą rocznicę wybuchu powstania, rok 1993:

 - Tęsknota jest i będzie, chyba. Nie mam ojczyzny. Podcięto mi korzenie. Wyjeżdżając z Polski odebrano mi obywatelstwo. Nie mogli mi wyjąć z duszy mojej przynależności, mojej miłości, wszystkiego co mnie łączy z Polską, absolutnie, to jest niemożliwe. Ale korzenie tzw. oficjalne – nie posiadam ich, odebrano mi obywatelstwo. To był warunek, żebym miała prawo do wyjazdu. Zapuścić korzeni, w pewnym wieku, może w bardzo, bardzo młodym jak się jest, to się wchodzi w środowisko kraju, w którym się mieszka i wtedy się zapuszcza korzenie. Ale w pewnym wieku, mając ten bagaż, jaki ja miałam sentymentalny do kraju, nie można zapuścić nowych korzeni, nie.

 
W swoim repertuarze miała tylko jedną piosenkę po żydowsku bardzo ładną, jak przyznała, ale w ogóle nie znała tego języka – Miałam parę piosenek bardzo ładnych hebrajskich. Wszystko było bardzo trudno się nauczyć, bo to trzeba się nauczyć fonetycznie. Specyficzna gimnastyka. Myśleć po polsku, usta wymawiają po hebrajsku, czy żydowsku, a interpretacja ma połączyć jedno z drugim.
 

19 listopada minie dziewiąta rocznica śmierci tej znakomitej artystki przedwojennej Warszawy, gwiazdy scen paryskich, jednej z najtragiczniejszych artystek minionego stulecia.
 
Ostatnie chwile spędziła w domu opieki prowadzonym przez polskie siostry zakonne przy klasztorze św. Kazimierza w Paryżu. Została pochowana na cmentarzu w podparyskiej miejscowości. Nie zostawiła testamentu, cały jej majątek przeszedł na własność państwa francuskiego.
 
Kim była, Wiera Gran?

Piękna kobieta obdarzona fantastycznym głosem, o zabarwieniu nieco „czarnym”. Zawsze występowała w czarnej sukni z długimi rękawami.
 
 
Niewysoka, dodawała sobie wzrostu ogromnym kokiem.
Ja mam swą szufladę, do której nie zagląda nikt” - śpiewała w jednej ze swoich piosenek - „Pisałam tę piosenkę razem z autorem. To jest moje życie. Siedzieliśmy u mnie w domu przy biurku i nagle powiedziałam: tutaj mam szufladę, zamkniętą na klucz, do której nie zagląda nikt. W tej szufladzie były listy, drobiazgi, wspomnienia, rozrzewnienia. W życiu bym nie pomyślała, że ta piosenka zdobędzie taką popularność.”
Inne, równie znane i popularne piosenki Wiery Gran to: „List”, „Gdy odejdziesz”, „Fernando”, „Trzy listy” „Ciemna dziś noc” (rosyjskie tango z polskim tekstem J. Tuwima), „Ma patrie”, „Mazowiecki walc”.

Wiera Gran (Weronika Grinberg) urodziła się 20 kwietnia 1918 r. na Białorusi. Miała dwie starsze siostry. W Wołominie artystka zamieszkała w 1919 r. razem z matką i siostrami, bo ojciec odszedł od nich przed ich przyjazdem do Polski, w kamienicy przy ul. Warszawskiej. Po latach mówiła, że na balkonie tej kamienicy z widokiem na tory kolejowe spędziła dzieciństwo.

Uczyła się w żeńskiej szkole podstawowej, gdzie nauczycielka śpiewu Wanda Głuchowska przepowiedziała jej karierę piosenkarską - Wiera, ty masz wielki talent, ty na pewno dostaniesz się do konserwatorium.
W 1933 r. przeprowadziły się do Warszawy. W następnym roku Wiera nagrała pierwszą płytę pod pseudonimem Sylwia Grin. Miała 16 lat, była najmłodszą piosenkarką świata. Później, ze względu na niski wzrost przybrała pseudonim Gran (ang. ziarenko). Występowała w kawiarniach i nocnych lokalach muzycznych, m.in. „Paradise” przy Nowym Świecie i „Cafe Vogue” przy Złotej. Przed wojną ukazało się jej około 40 nagrań płytowych, głównie sentymentalne tanga i walce angielskie m.in.: „Jedynie serce matki”, „O tobie mogę tylko marzyć”, „Tango notturno”, „Portugalia”, „List”, „Co nic”. Wystąpiła także w filmie „Bezdomni” w 1939 r. nakręconym w języku jidysz.

Rozwijającą się błyskotliwie karierę Wiery Gran brutalnie przerwała wojna. Występowała w kawiarni „Sztuka”, śpiewała wielki przebój „Jej pierwszy bal” kompozycji Szpilmana. Wtedy zamknęły się bramy getta. Tam prowadziła punkt pomocy dla dzieci głodujących, dlatego co pół roku musiała kontaktować się z gestapo w celu przedłużenia pozwolenia. Zapewne te kontakty stały się przyczyną późniejszych ataków na piosenkarkę. Wiera została wykupiona z getta przez męża aryjczyka, lekarza Kazimierza Jezierskiego i od 1941 r. aż do końca wojny ukrywała się w Babicach pod Warszawą. Rodzina Wiery – matka i siostry - zostały zamordowane w Treblince.

Po wojnie koszmar trwał dalej. Została aresztowana pod zarzutem kolaboracji z gestapo. Donos złożył Jonas Turkow, główny cenzor z getta. Z braku dowodów winy prokuratura umorzyła śledztwo. Pozytywnie postawę Wiery w czasie okupacji zweryfikowały ZASP i Polski Związek Muzyków. Gran została uniewinniona także przez Centralny Komitet Żydów Polskich. Po tym procesie rozwiodła się z mężem i w 1950 r. wyjechała do Paryża.

Występowała we Francji, Izraelu, Hiszpanii, USA, Kanadzie i Wenezueli, nagrywała płyty w języku polskim, francuskim i hiszpańskim. Jednak, z wyjątkiem Polski i Francji, koncerty Wiery były bojkotowane. Piosenkarka bardzo cierpiała z powodu oszczerstw, procesowała się wiele lat, wydając na te procesy większość swoich gaż. W 1971 r. Gran wytoczyła swoim prześladowcom proces przed Sądem Najwyższym w Tel Avivie. Sąd nakazał sprawdzić wszystkie dokumenty, po czym, z braku dowodów, ją uniewinnił. Piosenkarka żądała za poniesione straty przeprosin i odszkodowania w wysokości ćwierć miliona funtów. Została tylko przeproszona.

Później okazało się, że oskarżając Wierę, Turkow działał z zazdrości. Jego żona Diana Blumenfeld była marną śpiewaczką, dlatego próbował zdyskwalifikować zdolniejszą rywalkę.
Jako schorowany staruszek powiedział jednej z polskich dziennikarek, która pracowała w Izraelu w gazecie wydawanej w języku polskim „Nowiny Kurier” – „Tak. Robiłem w getcie dużo dobrego, ale robiłem też rzeczy złe. Wstydzę się ich i nigdy już więcej bym czegoś takiego nie zrobił, żeby sprawić komuś krzywdę”. To było jak wyrzucenie z siebie grzechów, dręczącego sumienia.
 
Tymczasem we Francji Wiera Gran robiła prawdziwą karierę. Występowała w radio i telewizji, śpiewała w najlepszych lokalach, np. „Alhambra” Maurice Chevaliera, koncertowała z Charlesem Aznavourem. W latach 50. i 60. nazwisko Gran na plakatach było pisane tak wielkimi literami, jak nazwiska Marleny Dietrich i Edith Piaf.

Wielbicielem talentu Gran był Charles de Gaulle, który wszystkim gościom polecał występy polskiej piosenkarki. Mimo wojennych doświadczeń, mimo bólu i oskarżeń, powojenny repertuar Gran był dość wesoły. Owszem, nie brakowało w nim przejmujących, dramatycznych piosenek, jak choćby „Zawołaj mnie” Gershwina, czy walc angielski „List” (tę piosenkę Wiera ceniła najbardziej), ale dominowały radosne walczyki, kujawiaki, a nawet samba, rumba, habanera i flamenco.

Razem w repertuarze Gran miała ponad sto piosenek śpiewanych w ośmiu językach, a na koncie ponad sto nagrań płytowych. Być na plakacie razem z Aznavourem, o tym marzyły chyba wszystkie artystki tamtych czasów. Gran podsumowała to krótko - „Jakiś cud się stał, że taka jedna przeżyła getto, przyjechała z Warszawy nikomu nieznana i jest na plakacie z Charlesem Aznavourem.”

- „Wszystko zawdzięczam Polsce, jeżeli chodzi o karierę i o życie” - mówiła. A mimo to w Polsce była (i jest nadal) zapomniana i zupełnie nieznana. Być może dlatego, że wyjechała z kraju w latach 50., co władza ludowa potraktowała jako ucieczkę polityczną. Nazwisko Gran zostało skazane na zapomnienie. Dopiero w 1965 r. Ministerstwo Kultury zaprosiło piosenkarkę na uroczyste otwarcie Teatru Wielkiego w Warszawie. Wówczas Gran wystąpiła w Łodzi, nagrała płytę w Polskich Nagraniach. I znowu zapadła cisza, minęły 32 lata i dopiero w 1997 r. Gran ponownie (i po raz ostatni) przyjechała do Polski, miał być kręcony o niej film biograficzny, ale nic z tego nie wyszło.

Przez ponad pięćdziesiąt lat Wiera Gran mieszkała sama, w tym samym mieszkaniu, w najdroższej dzielnicy. Długo była w dobrej kondycji, świetnie radziła sobie sama. Po Paryżu zawsze poruszała się z małym wózeczkiem na kółkach. Podobno woziła ze sobą najcenniejsze przedmioty i pamiątki. „Przemykam się jak myszka po ogrodach Paryża” - śpiewała w piosence z filmu Rene Claire`a. Ambasada polska zapraszała piosenkarkę na wszystkie uroczystości, Gran śmiała się, że jest jedyną Żydówką, honorowaną w ten sposób przez ambasadę.

W latach 80. Gran wydała książkę w języku polskim pt. „Sztafeta oszczerców”. To przede wszystkim szczegółowy opis zmagań z sądami, innymi instytucjami, a także z ludźmi. Zmagań kobiety próbującej oczyścić się z oskarżeń. Powstała wyłącznie w tym celu, bez dbałości o walory literackie. Napisana jednak z taką psją, że staje się przejmującym dokumentem, by zmagania te mogły zająć taki szmat życia i zdominować wszystko inne, co w życiu ważne. W chwili, gdy Gran kończyła książkę, miała za sobą już 35 lat walki, a czas pokazał, że przyszło jeszcze wiele kolejnych, które dokonały w jej psychice spustoszenia. Napisała, że okupacyjne przeżycia i powojenne oskarżenia znacznie pogorszyły jej kontakty z Bogiem. Nie ukrywała, że jest bezwyznaniowa, nie należy do diaspory, ale jednocześnie jest osobą wierzącą, wiecznie wnoszącą zażalenia do Pana Boga. Śpiewała - „Gdybym wiedziała, że łzy cię wzruszą, to bym płakała przez cały dzień...”

Chętnie wspominała dzieciństwo i młodość, przedwojenne znajomości w świecie artystycznym. Przyjaźniła się z Tolą Mankiewiczówną, bardzo miło wspominała Eugeniusza Bodo, Adolfa Dymszę, Michała Znicza, który miał willę w Wołominie. Nie cierpiała za to Miry Sygietyńskiej, która przed wojną wygryzła ją z głównej roli w operetce „Żołnierz Królowej Madagaskaru”. Miała też krytyczny stosunek do Hanki Ordonówny, którą uważała za świetną tancerkę, ale jako piosenkarkę za wielkie nieporozumienie.
Od chwili wyjazdu w 1933 r. Wiera Gran nigdy już nie była w Wołominie. W mieście nie ma żadnych pamiątek po piosenkarce. Nawet tabliczki na drzwiach mieszkania, w którym mieszkała. A przecież zawsze uważała, że wszystko zawdzięcza Polsce. W 1962 r. zaśpiewała piosenkę „Ma patrie” o swojej ojczyźnie, o której ciągle pamięta...

Pod koniec swojego życia zamknęła się przed światem, ludźmi. Zapadła na depresję maniakalną. Ciągle myślała, że prześladują ją „ci” - oprawcy, którzy zniszczyli jej życie.
Czuła się pogrzebana za życia.
Zmarła w Paryżu 19 listopada 2007 roku.
 
 

Tragiczny los pięknej kobiety, która nie miała żadnej rodziny. Po wojnie została całkiem sama. Samotność czyni z człowiekiem różne rzeczy. Sprawia najgłębszy ból, szczególnie jeśli nie ma się do kogo zwrócić o pomoc.

poniedziałek, 27 stycznia 2014, toksiazki12
Tagi: Wiera Gran

Polecane wpisy

  • Ewa Demarczyk.

    Niespodziewanie postanowiła zejść ze sceny. Nie udziela wywiadów i unika prasy. Dlaczego „Czarny Anioł” zamilkł? „ Gdy pani Ewa, gwiazda Piwni

  • Kalinka maja:)

    OGIEŃ NIE KOBIETA. UŚPIONY WULKAN PEŁEN EMOCJI I KOBIECEGO SEKSAPILU. Największa i najbardziej rozpoznawalna polska skandalistka lat 60 – tych i 70 ̵

  • Wyjątkowy głos i osobowość.

    Anna German powraca w całej swej osobie, jako wspaniała kobieta, autorka tekstów, książek, ale przede wszystkim jako wielka Artystka, światowej klasy. Żadna inn

  • Ból przeszłości

    We wtorek TVP uraczyła mnie dokumentalnym filmem Marii Zmarz - Koczanowicz i Agaty Tuszyńskiej o Wierze Gran, żydowskiej pieśniarce, aktorce rewiowej, autorce t