Blog > Komentarze do wpisu

Ewa Demarczyk.

Niespodziewanie postanowiła zejść ze sceny. Nie udziela wywiadów i unika prasy. Dlaczego „Czarny Anioł” zamilkł?

Gdy pani Ewa, gwiazda Piwnicy pod Baranami, otulona w czarny płaszcz szła ulicami Krakowa, nikt nawet nie śmiał się do niej zbliżyć. Wszyscy tylko patrzyli z nabożeństwem. Była prawdziwą gwiazdą.”

 

To sceniczne przezwisko ("Czarne Anioły" to tytuł jej piosenki do tekstu Wiesława Dymnego) nadali artystce zachwyceni dziennikarze. Miała niewiele ponad 20 lat, gdy zstąpiła na estradę i mrocznym, charakterystycznym głosem zaczęła czarować widownię: "Grand Valse Brillant", "Groszki i róże", "Rebeka", "Karuzela z madonnami".

http://www.youtube.com/watch?v=8dzKqeWzDWg

Na festiwalu w Opolu w 1963 r. zgarnęła wszystkie nagrody. Miała to "coś", co sprawiło, że na jej koncerty przychodziły tłumy, które milkły, gdy pojawiała się na scenie. W obowiązkowej czerni, za całą ozdobę mając spojrzenie wielkich, mocno umalowanych oczu.



"Druga Edith Piaf", mówiono o niej. Sam dyrektor paryskiej Olimpii klęczał przed nią, by dla niego śpiewała. Olśniła publiczność Paryża. Zresztą na całym świecie podnosiła widzów do owacji na stojąco. Ciekawe, co by było, gdyby nie śpiewała po polsku - zastanawiano się. W 1976 r. zrezygnowała z występów w "Piwnicy". Chciała czegoś więcej. Ale zamilkła.

Co robi teraz? Nie wiadomo. Wywiadów zawsze unikała jak ognia. Dziennikarzy odprawiała z kwitkiem, ale czasem, wyjątkowo, godziła się po występie na krótką rozmowę z wielbicielami jej talentu. Jeszcze w 2000 r. dawała koncerty, np. w Krakowie, Gdańsku. Potem śpiewała coraz bardziej nieregularnie. Czy jest nadzieja, że o niej jeszcze usłyszymy?

 

Urodzona w Krakowie. Śpiewała od dziecka. Ale chciała zostać pianistką. Nie starczyło jej konsekwencji - ze szkoły muzycznej przeniosła się na architekturę. Ostatecznie ukończyła szkołę teatralną. Śpiewać publicznie zaczęła w 1961 r. w kabarecie krakowskiej Akademii Muzycznej Cyrulik. Tam zobaczył ją Piotr Skrzynecki i nie zastanawiał się długo.

Demarczyk zadebiutowała w Piwnicy pod Baranami w programie "Siedem dziewcząt pod bronią", wywołując zachwyt "Karuzelą z madonnami". Już jako gwiazda Piwnicy wystąpiła w 1963 r. na I Krajowym Festiwalu Piosenki Polskiej w Opolu i za wykonanie "Karuzeli z madonnami", "Czarnych aniołów" oraz "Takiego pejzażu" zdobyła prawie wszystkie najważniejsze nagrody. W 1964 r. na Międzynarodowym Festiwalu Piosenki w Sopocie dostała drugą nagrodę za "Grande Valse Brillante".

Każdy, kto zobaczył Demarczyk śpiewającą, natychmiast wiedział, że jest niebywałą osobowością sceniczną. Kiedy stawała przed mikrofonem w czarnej, prostej sukience, z mocno umalowanymi oczami, oświetlona punktowym światłem na pogrążonej w mroku scenie, publiczność milkła zahipnotyzowana. Przed występem ponoć zawsze miała tremę. Paliła jednego carmena za drugim. Na scenie już nie było widać cienia wątpliwości.

Pojawiły się propozycje koncertów za granicą. Na początek paryska Olimpia. Zdobyła ją szturmem. Pełna sala, entuzjastyczne recenzje. Podobno szef Olimpii, Bruno Cocatrix, klęczał przed nią, żeby śpiewała tylko dla niego. Sukces w Paryżu otworzył jej drogę na najważniejsze światowe sceny. Śpiewała w Carnegie Hall w Nowym Jorku, Chicago Theatre, Queen Elizabeth Hall w Londynie i Theatre Cocoon w Tokio, w Brazylii, Australii, Izraelu, Kanadzie. Wystąpiła w Genewie (z okazji 20-lecia ONZ), na Noordseefestival w Belgii, Musique aux Champs-Elysees w Sztokholmie, Światowym Festiwalu w Varadero na Kubie, na austriackim Wiener Festwoche, Mondial du Theatre w Nancy, Orfeo de Oro w Bułgarii, festiwalu w Rio de Janeiro, czy w rumuńskim Braszowic.

Coraz trudniej przychodziła jej współpraca w Polsce. Słynęła z wymagań wobec współpracowników. Od muzyków oczekiwała, aby wszystkie utwory znali na pamięć. Światło na scenie mogło być skierowane tylko na nią. W końcu po dziesięciu latach rozstała się ze swoim kompozytorem, Zygmuntem Koniecznym. Oskarżyła go, że chciał zniszczyć jej głos, bo napisał piosenkę o pół tonu wyżej niż zwykle.

Potem odeszła z Piwnicy pod Baranami. Wiadomo, że skonfliktowała się z Piotrem Skrzyneckim. O co dokładnie poszło, nikt nie wie.

Po zerwaniu z Koniecznym Demarczyk sięgnęła po kompozytora, z którym współpracowała już od pewnego czasu - Andrzeja Zaryckiego.

Pod koniec lat 90., mimo że jeszcze koncertowała i prowadziła teatr w Krakowie, coraz bardziej oddzielała się od świata. Ambicja, by utrzymać jak najwyższy poziom, sprawiła, że nie przyjmowała propozycji okolicznościowych koncertów, czy występów w telewizji. Nie ufała nikomu, wszystkich podejrzewała o zmowę przeciwko sobie. Narzekała, że została zaszczuta jako człowiek i artystka. Jako przykład przywoływała plotki, że współpracowała z SB.

Większość byłych współpracowników nie ma wątpliwości, że Ewa Demarczyk jako piosenkarka zamilkła na zawsze. Szkoda, bo tak charakterystyczne Artystki zawsze u progu sławy i wielkiej kariery milkną w swoim dziwnym wyimaginowanym świecie.



czwartek, 06 marca 2014, toksiazki12

Polecane wpisy